Heidi – 2 lata z Psią Bracią

Heidi jest jednym z najtrudniejszych wyzwań, z jakim się spotkałam przez te 20 lat pracy z psami.
Równo 2 lata temu poznałam Heidi, kiedy odwiedziłam ją u Magdy w domu. Heidi miała wtedy niespełna pół roku i już pasmo traum za sobą. Od urodzenia u Heidi wszystko szło nie tak.
Magda i jej wspaniałe córy, pomogły Heidi, kiedy, jako maleństwo została sama w w zimnym kojcu schroniska. Mama i rodzeństwo znalazły nowe domy, Heidi została. Tak trudny start w życie nie napawał optymizmem, zwłaszcza, że Heidi nigdy nie miała prawidłowych relacji z jakimkolwiek człowiekiem, nigdy nie była odpowiednio socjalizowana, od początku była „dzikuską” urodzoną „gdzieś w krzakach”, z których trafiła prosto do schroniska, w którym, jako kilkumiesięczny szczeniak została wysterylizowana. Wszystko, co ją spotykało w jej młodym życiu tylko pogłębiało problemy, nie pozwalało na prawidłowy rozwój, zwłaszcza neurologiczny.
Heidi zamieszkała u Magdy. Jednak szybko okazało się, że mimo doświadczenia i zaangażowania, Magda nie była w stanie pomóc Heidi. W warunkach „miastowych” na dużym osiedlu, w dużym mieście emocje i stan psychiczny Heidi były tylko gorsze. Do tego stopnia, że jej całym życiem stało się mieszkanie. Heidi paniką, którą sobie trudno wyobrazić, reagowała na każdą próbę dotyku, pogłaskania, a założenie obroży/szelek czy próby wyprowadzenia jej z mieszkania kończyły się absolutną utratą kontroli, tikami nerwowymi, puszczaniem moczu i… chowaniem się pod stół, spod którego mogła nie wychodzić dniami. To był jej azyl. Jadła w nocy, załatwiała się na podkłady, kiedy w pobliżu nie było ludzi, kiedy ktoś na nią spojrzał, zaczynała dygotać… Z czasem, kiedy dziewczyny przestały Heidi do czegokolwiek „zmuszać”, zaczęła dawać się głaskać córkom, ale wyłącznie na własnych warunkach, kiedy miała pewność, że jest bezpieczna, jednak czujności nigdy nie traciła.
Z Magdą przegadałyśmy przez telefon wiele godzin, podsuwałam coraz to nowe pomysły, metody, leki, aż w końcu pojechałam poznać Heidi. Po poznaniu Heidi, po zobaczeniu ‚tego wszystkiego” na żywo i po długiej rozmowie z Magdą, stanęło na tym, że Hedi zamieszka u mnie, w dużo przyjaźniejszym otoczeniu. Przygotowanie Heidi do transportu trwało ponad miesiąc. Chcieliśmy, aby oswoiła się z kontenerem, aby leki psychotropowe (oczywiście przy konsultacji z lekarzem wet.) zaczęły działać. Udało się. Chociaż emocje Magdy i dziewczyn sięgały zenitu, bardzo trudno im było rozstać się z Heidi, to wiedziały, że tylko tak Heidi możemy naprawdę pomóc.
Kiedy, już u nas na podwórku, wypuściliśmy ją z kontenera, kiedy psy przybiegły się z nią przywitać (oczywiście, nie przypadkowe psy), kiedy zrobiła pierwsze kroki po trawie, kiedy po pierwszym szoku zaczęła węszyć i witać się z psami, to wierzcie, wszyscy mieliśmy łzy w oczach.
Po godzinie sama weszła do domu. Przy pomocy naszych psów Heidi błyskawicznie się u nas zaaklimatyzowała. W końcu mogła szaleć, bawić się i dokazywać na świeżym powietrzu do woli. Bardzo małymi kroczkami zaczęliśmy oswajać ją z dotykiem, obecnością ludzi, i tym, że sama może decydować, kiedy i czy w ogóle ma ochotę na kontakt z człowiekiem.
Z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc Heidi stawała się coraz bardziej nasza i coraz bardziej zaczynała nam ufać. Obecnie, po 2 latach, Heidi nadal jest „dzikuską”, ale jest naszą dzikuską, jest u siebie, jest kierowniczką, szczekaczką, nie ma oporów wskakiwać (nawet obcym) ludziom przednimi łapkami na kolana, żeby wysępić coś pysznego do jedzenia, nie ma oporów dziabnąć w łydkę, jeśli uzna, że się im należy (ma wybrane trzy osoby, które regularnie tak traktuje 😀 ), śpi z nami w łóżku, wspaniale komunikuje się z innymi psami, możemy się nawet pomyziać po brzuszku, czy za uchem, swobodnie biega przy człowieku, który ma smycz/obrożę/szelki w rękach – wcześniej była panika i ucieczka w najdalszy kąt domu i ograniczone zaufanie przez kolejne dni. A czy kiedyś przypniemy tę smycz do obroży, czy kiedyś założymy szelki? Nie mam pojęcia. Może się okazać, że nie. Zaszczepienie Heidi, to również nie lada wyzwanie, i tylko dzięki wspaniałej pani doktor Danusi i tylko u nas w domu jesteśmy w stanie zaszczepić Heidi, a i tak potem unika nas przez kolejne dni, bo Heidi już tak ma. Z Heidi nie uda się nic na siłę. Wtedy się cofa, traci zaufanie i trzeba pracować od nowa.
I ona już wie wcześniej. Ona wie, kiedy będziemy robić coś „złego” i już ucieka, już unika, już jest milion razy bardziej czujna niż normalnie.
Heidi prawdopodobnie zostanie pod opieką Skrzydlatego Psia i Psiej Braci już na zawsze. No chyba, że znajdzie się ktoś, kto zechce podołać wyzwaniu o imieniu Heidi, ktoś, kto nie będzie oczekiwać od niej zachowań, których nie jest w stanie prezentować, ktoś, kto potrafi uszanować jej inność i pokochać mimo wielu ograniczeń, mimo wszystko.

Oczywiście, jeszcze wszystko przed nami. Jeszcze nie mówimy ostatniego słowa!
Przed nami kolejna terapia farmakologiczna, która w połączeniu z bardzo przemyślanym „małokroczkowym” treningiem, bo tylko taki się sprawdza u Heidi, a który tak naprawdę ciągle robimy, mamy nadzieję, przyniesie kolejne postępy…

Heidi ma obecnie ok. 2,5 roku, fizycznie jest zupełnie zdrowa, regularnie odrobaczana i szczepiona, jest wysterylizowana.
Kontakt w sprawie adopcji, pomocy, chęci uzyskania więcej informacji
Fundacja Skrzydlaty Pies
Kasia 606 962 357

Za każdą pomoc w utrzymaniu Heidi z góry ogromnie dziękujemy!
ING BANK ŚLĄSKI
07 1050 1445 1000 0090 3009 6482
FUNDACJA SKRZYDLATY PIES
ul. Kolejowa 4
32 – 332 Bukowno
TYTUŁ PRZELEWU: darowizna heidi